niedziela, 17 maja 2015

6. Kategoria rzeczy tajnych

     Na ulicach wioski Liścia nie było żywej duszy. O godzinie piątej nad ranem większość uczciwych obywateli jeszcze spała i tylko kilku cierpiących na bezsenność opuszczało łóżka przed świtem. Temari uważała, że tutejsze noce należą do przyjemniejszych części doby. Pamiętała jeszcze, że w wiosce Piasku za najgorszą karę uważano przydzielenie shinobi wieczornej warty. Wraz z zachodem słońca, upalny dzień przechodził w mroźną noc i około północy włosy obrastały sopelkami lodu. Najgorzej było nad ranem, rosa zwilżała ubrania, tylko po to, by zaraz wyparować. Pustynia zachwycała skrajnościami, ale ciągła zmienność wyczerpywała. Mimo wszystko wolała łagodny klimat wioski Liścia.
     Tej nocy niewiele spała. Jak to zwykle bywa na dzień przed wyjazdem znalazło się mnóstwo spraw, które należało natychmiast załatwić. Same drobiazgi. Opłacić zaległe rachunki, odebrać wachlarz od naprawy, zrobić pranie, przygotować zapasy jedzenia dla Shikamru oraz napisać karteczkę z wyjaśnieniem, że powinien najpierw zjeść porcje z lodówki a dopiero potem te ukryte na dnie zamrażalnika. Posprzątać, podlać kwiaty, naostrzyć broń.
     Dlatego cały dzień spędziła krzątając się po domu, trochę z obowiązku, trochę próbując potrzebą ruchu zamaskować zdenerwowanie. Bo czuła niepokój, choć sama nie wiedziała dlaczego.
Gdy na progu domu stanął Sai i uraczył ją, zamiast prostego „dzień dobry”, sztucznym uśmiechem, złe przeczucia wzrosły. A po tym jak dowódca ANBU powiedział, że nie chce rozmawiać z Shikamaru, ale z nią osiągnęły poziom maksymalny.
     - No więc? Czy istnieje jakiś konkretny powód dla którego wyrwałeś mnie z łóżka w środku nocy? – celowo pominęła fakt, że wcale nie spała.
     Mężczyzna zamiast odpowiedzieć wślizgnął się pod jej ramieniem do przedpokoju.
     Sai był podobny do Sasuke, ale tylko fizycznie. Mieli identyczne czarne włosy, jasną cerę i ciemne oczy. Na tym jednak kończyły się cechy wspólne jakie Temari mogłaby im przypisać. Sai nie był uprzejmy ani zabawny. Nie posiadał też tej trudnej do uchwycenia siły osobowości, która sprawiała, że wszystkie głowy zwracały się w stronę Uchihy, gdy ten wchodził do pokoju. Nie drgnął nawet. Milczał, wzrok skupił na jednym punkcie a twarz utrzymywał bez wyrazu. Jego emocji praktycznie nie dało się odczytać. Temari wiedziała, że dawniej próbował symulować uczucia, odgrywał pantomimy krzywiąc się albo śmiejąc w odpowiednich momentach. Ale teraz przestał udawać. Odrzucił pozory normalności – jakkolwiek zdefiniować owo pojęcie - ukazując prawdziwą twarz. Człowiek emanujący obojętnością. Jedynym co dawało złudzenie ludzkich odruchów, był ten dziwny uśmiech. Temari wielokrotnie próbowała zrozumieć znaczenie tego irytującego grymasu. Sama siebie zapytywała, dlaczego roześmiał się właśnie wtedy, z czego się śmiał, co ów śmiech naprawdę oznaczał, czy to w ogóle był uśmiech, czy też jakaś inna emocjonalna reakcja dla niej niepojęta?
     - No wiec? – popędziła, gdy nic nie powiedział – Usiądziesz, czy będziesz stał pod drzwiami? – wskazała salon, ale słowa zabrzmiały obcesowo, pokazywała bezgłośnie, że najchętniej wykopałaby go za drzwi.
     Sai, nadal milcząc ruszył ku kanapie.
     Niedobrze, pomyślała. Skoro postanowił zostać, sprawa musiała być wystarczająco ważna żeby zniósł niechęć gospodyni.
     Temari tolerowała Saia, ponieważ Shikamaru uważał go za przyjaciela, lecz przebywanie w jego towarzystwie powodowało dyskomfort. Wmawiała sobie, że jest odporna na jego aurę beznamiętności, ale to nie była prawda. Świadomość, iż ten człowiek zajął stanowisko przywódcy Korzenia po Danzou Shimurze i mógłby bezkarnie zamordować ją we śnie, robiła swoje.
     Wreszcie usiedli. Mężczyzna ciągle milczał. Straciła cierpliwość.
     - Mów wreszcie Sai. – warknęła. – Wykrztuś to.
     Dopiero wtedy uniósł wzrok.
     - Słyszałem, że wybierasz się na północ, prawda?
     Owszem, jeśli wziąć pod uwagę, że szanowna pani Wiedźma Winbert życzyła sobie spotkania z równie szanownym Potwornym Dziadkiem Winbertem musieli przyjęć kierunek północny. Podobno Albert Winbert dręczony reumatyzmem, wolał klimat kontynentalny od ostrych temperatur kraju Wiatru. Ponadto Królowa Kupców nie uważała, że jeden kiepsko przeprowadzony zamach jest wystarczającym powodem, żeby zaniedbywać interesy, i postanowiła przy okazji podróży odwiedzić kilka siedzib Stowarzyszenia Wolnego Handlu. W efekcie trasa przejazdu zamiast tworzyć linię prostą, przyjęła formę niemożliwego do przewidzenia zygzaka. Skąd Sai wiedział, że wybrali drogę taką a nie inną pozostawało tajemnicą, ale w końcu jego praca polegała na zdobywaniu informacji.
     - Czyli? – dopytała
     - W mieście dwa dni drogi stąd spotkasz się z pewna osobą. – oświadczył poważnym tonem
     - Świetnie – kiwnęła głową z powątpiewaniem – I może jeszcze ramen do tego? – dodała prześmiewczo – Nie jesteś moim przełożonym, więc skąd wniosek, że cokolwiek zrobię tylko dlatego, że ty tak chcesz? Może najpierw wyjaśnij?
     - Ponieważ Sasuke nie jest moim zdaniem godzien zaufania, a Sakura w tej konkretnej sprawie raczej nie będzie potrafiła zachować się rozważnie, jesteś jedyna opcją. Radziłbym zadbać, żeby twoi towarzysze nie dowiedzieli się o spotkaniu– uzupełnił całkowicie ignorując obiekcje - Chyba nie muszę wspominać, że ta rozmowa jest tajna?
     Rozumiała wykluczenie Sasuke. Uchiha nadal miał przyczepioną łątkę zdrajcy. Oszusta, który odkupił grzechy, ale jednak oszusta. Dlaczego jednak Sai wybrał ją zamiast Sakury?
     Temari próbowała ignorować polityczne konsekwencje swojego pochodzenia. Jako imigrantka, córka byłego, oraz siostra obecnego Kazekage miała status prawie księżniczki obcej nacji, co miało zarówno zalety jak wady, a tym samym osoby, stanowiącej potencjalne zagrożenie. Z punktu widzenia fanatycznego nacjonalisty Haruno byłaby lepsza opcją. Albo Sai wreszcie uznał Temari za pełnoprawną obywatelkę, godną zaufania, albo naprawdę misja wiązała się z czymś o czym Sakura nie powinna wiedzieć. Obstawiała to drugie.
     - Ta osoba jest odpowiedzialna za inwigilację wewnątrz Stowarzyszenia Wolnego Handlu. Udzieli ci informacji, które mogą się przydać.
     Temari obrzuciła go badawczym spojrzeniem, ale nadal udawał kamienny posąg i nic z niego nie wyczytała. Podparła brodę dłonią.
     - Wspaniale – streściła – Nadal nie wiem czemu sądzisz, że się tym zajmę. Poza tym masz chyba wystarczająco ludzi, żeby wykonywali twoje rozkazy?
     - To nie jest rozkaz, tylko sugestia. I nie ode mnie, ale od Hokage.
     To zmieniało postać rzeczy. Ale dlaczego przywódca ANBU pofatygował się żeby przekazać zaledwie „sugestię”? Czemu nawet Sai został włączony do kręgu zainteresowanych powodzeniem misji? Nawet biorąc pod uwagę ostatni zamach, zadanie sprawiło wrażenie stosunkowo łatwego. Naruto i reszta robili zdecydowanie zbyt dużo szumu. 
     Więcej pytań niż odpowiedzi.
     - Dlaczego mam wrażenie, że o czymś nie wiem? – coś w tym wszystkim nie pasowało – Wyjaśnij.
     Mężczyzna myślał przez chwile.
     - Podejrzewamy, że zamachy będą się powtarzać – wyjaśnił lakonicznie – Śledztwo jest tajne – uciął. Zdecydowanie miał talent do pomijania milczeniem spraw o których nie chciał mówić.
     - Brawo – prychnęła Temari, świerzbiły ją ręce żeby sięgnąć po świeżo odnowiony wachlarz i przywalić mu porządnym huraganem. Może wtedy zacząłby gadać z sensem. – No to dlaczego nie Sakura?
     Tym razem jego uśmiech różnił się znacząco od tego co prezentował dotychczas. Kąciki ust drgnęły ledwie dostrzegalnie ukazując zalążek prawdziwej emocji. Temari nie była jednak w stanie zidentyfikować rodzaju uczucia.
     - Bo osoba z którą masz się spotkać to Ino Yamanaka.
     Potem zapadła cisza, lecz milczenie było wystarczająco wymowne. Temari zaklęła w myślach.
     Pamiętała Ino jak przez mgłę. Smukła blondynka o charakterystycznych oczach. Yamanaka opuściła wioskę jeszcze zanim zamieszkała z Shikamaru, więc jedyne wspomnienia pochodziły ze wspólnego czasu spędzonego na froncie. Nie miały okazji bliżej się poznać a przez pięć lat wiele mogło ulec zmianie. Wiedziała tylko, że Ino z jakiegoś powodu poróżniła się z przyjaciółmi. Wyjechała i od czterech lat nie postawiła stopy w wiosce Liścia. Obecnie nawet jej imię stanowiło pewnego rodzaju temat tabu. Sytuacja była o tyle dziwna, że Ino dysponowała potężnymi, klanowymi technikami kontroli umysłu. Tego rodzaju ninjom raczej nie powalało się biegać samopas, lecz tym razem wioska przymknęła oko na jej zniknięcie. Jeżeli Yamanaka pracowała dla wywiadu to by wiele wyjaśniało. Możliwe nawet, że konflikt z przyjaciółmi został ukartowany. 
     Bez wątpienia Sai miał rację twierdząc, że lepiej trzymać Sakurę z dala od Ino. Haruno reagowała alergicznie przy najdrobniejszej wzmiance.
     Temari przypomniała sobie plotki odnośnie dziwnej relacji łączącej Ino oraz Saia, ale wykluczyła myśl jakoby mężczyzną kierowały osobiste pobudki.
     - Wyjaśnij może jeszcze po co mam się z nią spotkać, co? – zasugerowała autentycznie zaciekawiona.
     - Ponieważ Ino dostała polecenie przeprowadzenia własnego śledztwa. Kilka godzin temu odczytaliśmy kod mówiący, że coś odkryła. Wam najbardziej są potrzebne te informacje, więc odbierzesz raport osobiście, oszczędzimy sporo czasu.
     Znów irytująco logiczne wyjaśnienie. Westchnęła ciężko.
     - Słuchaj Sai. Nie wiem o co ci chodzi, ale mógłbyś się bardziej postarać. Wymyśl coś w co mogę uwierzyć. – postawiła sprawę jasno. Dowódca ANBU, nie marnowałby czasu na takie błahostki. Musiało być coś więcej.
     - Pamiętasz może jak podczas wojny, Akatsuki omijało nasze zabezpieczenia? Pojawiali się znikąd i żadne genialne techniki tropicieli nie pomagały wykryć wroga wcześniej. Przechwytywaliśmy korespondencje, podsłuchiwaliśmy rozmowy, ale Madara jakoś zawsze dawał radę nas zaskoczyć. Pamiętasz? – nawiązał nagle, pozornie zupełnie bez związku.
     - Pamiętam – syknęła. Jak mogłaby zapomnieć? Przez cały czas miała wrażenie jakby Akatsuki znało każdy ruch Zjednoczonych Sił Ninja.
     - Pewnie zastanawiałaś się dlaczego tak było. Jeżeli wiesz, że ktoś śledzi twoje listy, nie korzystasz z poczty. Jeśli wiesz, że tropiciele wykrywają ślady chakry, nie używasz technik wykorzystujących chakrę. To żadna tajemnica, że do przesyłania rozkazów Madara wykorzystywał cywilnych kurierów a własnym szpiegom wkładał do głów zaawansowane genjutsu, żeby w razie schwytania nie mogli zdradzić ważnych informacji.
     - Nadal nie rozumiem jak to się ma do odpowiedzi na moje pytanie.
     - Nie jesteśmy takimi barbarzyńcami, ale na tej samej zasadzie, schwytany szpieg nie może zdradzić sekretu, którego nie zna. Każdy wie tylko tyle ile musi.– zakończył
     Temari pojęła aluzję. Sai nie zamierzał zdradzać więcej sekretów.
     - Chyba jednak nie spotkam się z Ino – podjęła decyzję
     - Jak mówiłem, to tylko sugestia. Może cię pocieszy jeśli powiem, że byłem temu przeciwny.
     - Zastanowię się. – podsumowała. Wstała sygnalizując koniec rozmowy – Chcesz czegoś jeszcze?
     Niczego więcej nie chciał, więc pożegnał się i wyszedł.
     Temari odprowadziła go do drzwi. Poczekała aż skręcił w boczna uliczkę. Nim straciła z oczu jego sylwetkę, zauważyła dwie postacie wyłaniające się zza ocienionego fragmentu budynku, stające po obu stronach dowódcy, lustrujące czujnym wzrokiem otoczenie, jakby w każdej chwili oczekiwali ataku. Saiowi zawsze towarzyszyła eskorta. Ten widok jeszcze bardziej popsuł jej humor. Przypominał, że choć żyli w świecie pokoju, nadal gdzieś tam pod powierzchną ludzie tacy jak Sai nadal byli potrzebni.
     Odrzuciła natrętne myśli, ale niepokój nie zniknął. Do świtu zostało jeszcze kilka godzin. Zeskoczyła ze schodów i ruszyła wzdłuż chodnika. Postanowiła zrobić sobie przechadzkę w nadziei, że świeże powietrze pomoże odzyskać spokój. Uliczne lampy migotały upiornie, czasami gasły, ale dla kunoichi ciemność nie stanowiła przeszkody.
     Osiedle na którym mieszkała z Shikamaru należała do tych cieszących się lepszą reputacją. Po walce przeciwko Painowi oraz zniszczeniu większości zabudowań w pierwszej kolejności odtworzono siedziby administracyjne władz, potem ruszyła kolejno renowacja ulic, poczynając od tych najbliższych centrum. Ta dzielnica została odbudowana jako jedna z pierwszych, na fali entuzjazmu po zwycięstwie. Robotnicy używali wysokiej jakości materiałów a Hokage nie skąpił funduszy. Efektem były ulice zapełnione identycznymi, białymi domkami. Podobno większość mieszkań zajmowali przedstawicie klasy średniej, jednak w praktyce na lokum tak blisko siedziby władz stać było wyłącznie wysokiej rangi shinobi albo bogatych cywili. Okolica wyglądała schludnie i bezpiecznie.
     Wystarczyło jednak przejść kilkaset metrów, przekroczyć granice sąsiedniego osiedla by przekonać się, że nie wszystkie dzielnice potraktowano jednakowo podczas renowacji.
     Temari ruszyła na zachód, ku obrzeżom wioski i wkrótce wkroczyła w szarą strefę, zamieszkaną przez robotników, drobnych handlarzy oraz bezrobotnych żyjących z zasiłku. Podobno przed wojną to tam mieszkał Naruto oraz rodzina Sakury Haruno, czyli dawniej okolica wyglądała przyzwoicie. Teraz ulice straszyły stosami śmieci a góry nadgniłych odpadków zapychały rynsztoki. O ile odbudowie dzielnicy kupieckiej oraz zamożniejszych osiedli poświęcono sporo uwagi, tutaj budynki, stawiano naprędce, jako materiał wykorzystując drewniane bale oraz glinę. Krzywe kamienice, przypominały kopce termitów, dziury okiennic straszyły powybijanymi szybami. Jeden obskurny blok zamieszkiwały setki biedaków. Początkowo miało to być tylko tymczasowe rozwiązanie, mające dać ludności schronienie podczas zimy, ale potem tak już zostało. Powielane obietnice władz, jakoby przyszłoroczny budżet przewidywał fundusze na odnowę, nikogo już nie przekonywały. Zresztą na ratowanie dzielnicy, było za późno. Ładne osiedle zmieniło się w slums.
     Temari minąwszy koszmarny dowód wojennych zniszczeń, wkroczyła do najdziwniejszej, jej zdaniem, części wioski. Obrzeża zawsze wprawiały ją w konsternację.
     Na terenie Piasku granice zabudowań wyznaczały wały ochronne oraz kamienie graniczne, wymuszało to ciasną zabudowę, architekturę zdominowały wieżowce a każdy metr kwadratowy był na wagę złota. Z braku miejsca nawet Kazekage musiał zadowalać się maleńkim, przydziałowym mieszkankiem. Sprawiało to, że podział społeczny pomiędzy bogaczami a biedakami był mniej wyczuwalny.
     Moment przejścia z dzielnicy biedoty na obrzeża opanowane przez posiadłości wielkich rodów wywoływał szok. Skrajna nędza kontrastowała obok okazałych dworów. Zamożne klany, z rodziną Hyuuga na czele, prześcigały się budując nowoczesne domostwa i konkurując kto ma najzieleńszy trawnik. Okolica zachwycała barwami oraz budziła wątpliwość odnośnie równości społecznej wśród mieszkańców, ale tego ostatniego Temari nie wypowiadała głośno. Klan Nara również miał swój kawałek ziemi i krewni Shikamaru mogliby źle odczytać taki komentarz. Czuła jednak pewien niesmak. Pochodziła z najznamienitszej rodziny wioski Piasku, lecz nie nawykła do obnoszenia się ze szlachectwem i nie rozumiała potrzeby mieszkańców Liścia do wprowadzania absurdalnych podziałów.
     Obeszła łukiem imponujący dwór rodu Hyuuga, bezczelnie przeszła po trawniku przed  znacznie mniejszym domem państwa Inuzuka i znalazła się w kolejnej dzielnicy, która stanowiła przyjemną mieszaninę wszystkich mijanych wcześniej miejsc.
     Był to jeden z niewielu fragmentów wioski, jaki uniknął zniszczenia. Tylko tutaj przetrwała pierwotna, charakterystyczna zabudowa. Domy z czasów pierwszego Hokage stały obok nowoczesnej, minimalistycznej architektury. Ulice zakręcały, wiły się, tworząc labirynt dla przybysza z zewnątrz nie do przejścia. Podobno dawniej cała wioska wyglądała właśnie tak, szaleńczy zlepek chaotycznych elementów, tworzących zaskakująco spójną całość. Idąc tędy zaczynała rozumieć skąd u niektórych shinobi zamiłowanie do biegania po dachach. Zwyczajnie łatwiej przemknąć górą niż przebijać się przez plątaninę zaułków.
     Odbiła na wschód zataczając spory łuk i kierując kroki z powrotem ku domowi. Minęła jeszcze tylko dzielnicę kupiecką, o tej porze nadzwyczaj cichą. Opustoszałe ulice wyglądały pusto bez kolorowych straganów oraz handlarzy zachwalających głośno towar.
     Przechadzka trwała dłużej niż planowała, słońce jeszcze nie wzeszło, ale niebo na wschodzie pojaśniało. Przed drzwiami czekało ją kolejne zaskoczenie.
     Początkowo zignorowała obecność kobiety stojącej pod płotem. Kątem oka wyłapała jak tamta unosi głowę na jej widok, ale przeszła obok udając, że nie zauważyła przejawów zainteresowania.
     - Pani Tamari! – usłyszała wołanie – Czy mogę zająć chwilę?
     Przystanęła i marszcząc brwi zwróciła twarz ku kobiecie, która dziarskim krokiem ruszyła w jej stronę.
     Miała jasne włosy, lecz ciemną skórę co utrudniało przyporządkowanie do konkretnej grupy etnicznej. Temari przyglądała się z konsternacją jak petentka poprawia okulary na nosie. Próbowała przypomnieć sobie, czy powinna skądś ją znać.
     - A pani to?
     - Może mnie pani nazywać Lulu – przedstawiła się kobieta wyciągając dłoń na powitanie. Kunoichi nie odwzajemniła gestu. – Jestem radcą prawnym pani prezes Winbert. Spędzimy razem trochę czasu.
     Nagle coś zaskoczyło. Rzeczywiście ktoś taki należał do świty Królowej Kupców, ale Temari skupiając się na osobie panny Minari Winbert, nie poświeciła wiele uwagi pozostałym członkom delegacji. Teraz tego pożałowała. Lulu była tajemnicą. Ciekawe jakaż ważna sprawa sprawiła, iż uznała za stosowne sterczenie pod czyimś domem bladym świtem.
     - Powinna pani coś wiedzieć – rozpoczęła prawniczka znów nerwowo poprawiając okulary – Nazwijmy to radą.
     - Odnośnie czego?
     Lulu zrobiła minę zbitego psiaka. Milczała przez chwilę, wreszcie westchnęła.
     - Niech się pani nie wtrąca w nie swoje sprawy – Temari początkowo nie zrozumiała do czego rozmówczyni się odnosi i sadziła nawet, że powinna się obrazić za tak obcesowe stwierdzenie, ale Lulu po krótkiej przerwie mówiła dalej – Zakładam, że jeśli nie pani, to ktoś inny dostał rozkaz śledzenia wszystkich transakcji jakich dokonamy w imieniu Stowarzyszenia. Pominąwszy, że szpiegostwo przemysłowe jest przestępstwem, radzę zignorować rozkaz.
     Cóż, nie było niczym szczególnie dziwnym, że frakcja Królowej Kupców miała podejrzenia.
     - To niegrzeczne przypuszczenie, ale nie musi się pani martwić, nie było takiego rozkazu. – odpowiedziała Temari wyniośle – Czy coś jeszcze powinnam wiedzieć?
     Prawniczka uśmiechnęła się zagadkowo.
     - Tak – odpowiedziała – To może głupio zabrzmi, ale… Miri nie lubi osobistych pytań. – Temari poczuła przerażenie zmieszane z konsternacja słysząc jak ktoś zdrabnia imię Królowej Kupców. Nawet w myślach nazywała tą kobietę zwrotami grzecznościowymi. – Ona w ogóle nie lubi pytań. Niech pani nie wspomina o polityce, religii, rodzinie, gustach kulinarnych, mężczyznach ani pieniądzach.
     - A jest jakiś temat który wolno poruszać, czy ogóle powinnam siedzieć cicho?
     - Nie to miałam na myśli – głos Lulu przybrał błagalny ton, zaczęła wyginać palce wyraźnie zestresowana. Temari przypomniał sobie komentarz Shikamaru, jakoby Królowa Kupców na swoich przybocznych wybierała najlepszych specjalistów z wybranych dziedzin. Nie mogła zrozumieć, jak osoba równie nerwowa mogła być dobrym prawnikiem. – Po prostu wszyscy Winbertowie cenią sobie prywatność. Niech to pani weźmie pod uwagę, proszę.
     Ostatnie słowo zabrzmiało tak rzewnie, że Temari się złamała.
     - Dobrze. I tak nie zamierzałam się zaprzyjaźniać.
     - Trzymam panią za słowo
     - Mogę zapytać, dlaczego mi to pani mówi? – była autentycznie zaciekawiona.
     - Ponieważ każdy, ale to każdy kto za bardzo się wtrąca bardzo potem żałuje. – Prawniczka wzruszyła ramionami – A, że otoczenie zwykle obrywa rykoszetem, ostrzegam zawczasu. Powinnam już iść.
     Zaraz potem Lulu oddaliła się machając ręką na pożegnanie i pozostawiając Temari samą.
     Kunoichi stała jeszcze przez chwilę bezskutecznie próbując zrozumieć sens przesłania. Najpierw Sai daje jakieś mętne aluzje, potem nowopoznana specjalistka od kruczków prawnych dorzuca kilka własnych, równie bezsensownych szczegółów. Nagle zapragnęła podzielić się z kimś złymi przeczuciami.
     Ruszyła biegiem przez korytarz, z pośpiechu upadła na schodach. Pokonując po trzy stopnie jednym susem, wparowała gwałtownie do sypialni.
     Shikamaru wyrwany ze snu, wpół przytomny, mrużąc opuchnięte oczy spojrzał ku narzeczonej. Zaklął pod nosem, chciał jej wygarnąć co sądzi o robieniu rabanu z samego rana, jednakże zauważywszy wypieki na jej policzkach zamilkł. Przez ten czas, który spędzili razem nauczył się kiedy należy odpuścić. Siedział więc cicho, podczas gdy ona rozemocjonowanym głosem relacjonowała przebieg obu spotkań. Wspomniała wizytę Saia, powtórzyła szczegółowo rozmowę z Lulu. Wreszcie opadła na skraj materaca.
     - Dlaczego mam wrażeni, że wdepnęłam w jakieś gówno? Wszyscy wokół czują smród i tylko ja nic jeszcze nie zauważyłam? – pod wpływem emocji, miała zwyczaj używać niezwykle barwnych porównań. Tym razem analogia wyjątkowo dobrze oddawała ogólny sens problemu. Przyjaciele coś przed nią ukrywali. – Co o tym myślisz?
     Shikamaru ziewnął. Spróbował uruchomić część umysły odpowiedzialną za racjonalne myślenie.
     - Sądzę, że możesz mieć sporo racji, ale nic więcej Nie dam ci dzisiaj żadnej mądrej rady. – orzekł zadziwiająco przytomnie, zerknął na budzik – Masz jeszcze kilka godzin, spróbuj się zdrzemnąć.
     - A ty nic nie wiesz?
     - Nic, ale obiecuję że się dowiem. Sprawdzę to z samego rana.
     Niewiele to pomogło, ale wystarczyła chwila rozmowy żeby poczuła się lepiej
***
     Wyruszyli z samego rana. O dziwo nikt się nie spóźnił.
     Podróż przebiegała w zadziwiająco przyjemnej atmosferze. Już na samym wstępie Królowa Kupców zaproponowała, żeby odrzucili konwenanse i zamiast formalnych zwrotów grzecznościowych zaczęli używać imion. To irytujące jeśli ktoś ciągle mówi „pani prezes”, tłumaczyła. Ponadto mieli spędzić razem najbliższe kilka tygodni, czyli zdaniem panny Minari Winbert należało pominąć etap zaznajamiania i od razu przejść do poufałości. Kłóciło się to znacząco z teorią, jaką wygłosiła wcześniej Lulu jakoby obsesyjnie chroniła własną prywatność. Temari była jednak zbyt zaabsorbowana śledzeniem przebiegu przyjacielskiej rozmowy pomiędzy Królową Kupców a Sakurą, by zaprzątać sobie głowę szczegółami.
     - Mamy taki zwyczaj, że w podróży, dla zabicia czasu, każdego dnia ktoś opowiada jakąś opowieść ze swoich rodzinnych stron – powiedziała w pewnym momencie panna Minari Winbert – Może dzisiaj ktoś spośród was uraczy nas nową historią? –zaproponowała
     Sakura uniosła głowę z zainteresowaniem.
     - Lubi pani słuchać takich rzeczy? –zapytała
     Królowa Kupców uśmiechnęła się zagadkowo.
     - Oczywiście, to fascynujący temat – odparła – Wiedziała pani, że w kraju Żelaza dzieci straszy się bajką o piaskowym smoku, żyjącym podobno w kraju Wiatru? Identyczna opowieść krąży wśród pustyń pod protekcja Kazekage, tyle że tam zamiast smoka jest ognisty potwór. Idąc dalej w kraju Ognia nazywają go stalową jaszczurką i plotka głosi, że leże ma na południe od siedziby pana feudalnego kraju Żelaza. Co ciekawe poza nazwą mitycznej bestii reszta szczegółów jest taka sama. Ciekawe, prawda?
     - Rzeczywiście interesujące.
     - Więc zgodzi się pani? Może dowiem się czegoś nowego.
     Sakura kiwnęła głową.
     - Dobrze – odpowiedziała radośnie – Może zacznę od legendy o powstaniu wioski Liścia. Zapewne słyszała pani o Hashiramie Senju oraz Madarze Uchiha … - rozpoczęła opowieść.
     Choć wszyscy zapewne słyszeli już jakąś wersje owej historii cała kompania trwała w ciszy pozwalając Haruno spokojnie mówić. Pod koniec Królowa Kupców skomplementowała styl wypowiedzi kunoichi, na co Sakura odpowiedziała pełnym dumy uśmiechem.
     Temari pomyślała, że panna Minari Winbert robiła to specjalnie, żeby zdobyć sympatię, ale nie mogła pozbyć się wrażenia, jakby ta kobieta samą swą obecnością czyniła świat weselszy. Przypomniała sobie słowa Shikamaru, „Postaraj się jej nie polubić” ostrzegał. Sądziła, że to nic trudnego, ale zaprzysięgły wróg w kontaktach prywatnych sprawiał wrażenie całkiem miłej osoby.
     Temari złapała się na myśleniu, że może panna Minari Winbert nie jest wcale taka zła.
***
     Naruto jeszcze nigdy nie widział Shikamaru tak wzburzonego. Doradca zwykle unikający zbędnego wysiłku, miotał się po gabinecie Hokage, obijając od ścian, rozrzucając starannie posegregowane dokumenty, klnąc jak szewc i wcale się nie przejmując, że prawdopodobnie to on będzie musiał ten bałagan posprzątać. Jego twarz wykrzywiał grymas wściekłości, ręce drżały.
     - Zdrajcy! – krzyknął ogłuszająco, przyskoczył do biurka i z całej siły uderzył dłońmi w blat.
     Mebel podskoczył rozwalając kilka stert papieru za którymi chował się Hokage.
     - Oszuści! Przyjaciele od siedmiu boleści!
     Naruto spoglądał na przyjaciele z niekrytą konsternacją, ale i żalem. Nie sądził by cokolwiek mogło doprowadzić słynącego z cierpliwości, stoickiego spokoju, zawsze analizującego na poziomie dla większości ludzi niedostępnym ninję do takiego stanu. Kiedy podczas wojny zamordowano mu ojca, Shikamaru zachował zimną krew. Kiedy Naruto podczas ważnych negocjacji popełniał krytyczny błąd, z chłodem godnym użytkownika sztuki lodu oznajmiał jakim to przywódca wioski jest idiotą, ale zawsze mówił spokojnie. Teraz zachowywał się jak wariat.
     Znowu rąbnął dłońmi o nieszczęsne biurko. Drewno zatrzeszczało w proteście. Trzeciego uderzenia deski już nie przetrzymają.
     - Ja już tego nie zniosę! Zapomnij! Ja tu sobie flaki wypruwam, żeby wszystko działało, nie ma to tamto! Ale Nie! Jak wygodnie to spadaj panie Nara, kogo obchodzi, że pan przez lata ogarniał cały ten bajzel co żeście go narobili! Oni sobie wezmą. Bum! I spieprzą! A żeby tak chociaż któryś wiedział co spieprzył! Nawet zapytać nie łaska! Tylko z nożem w plecy! O tak! Byle dobić!
     Zasadził kolejnego kopniaka. Biurko jęknęło, trzasnęło, zachybotało i rozpadło na trzy oddzielne kawałki.
     No to pięknie, uświadomił sobie Naruto. Właśnie podpadł Shikamaru Narze, który nawiasem mówiąc oszalał, i nawet nie wiadomo czemu.
     Jakieś pół godziny temu Shikamaru wpadł do gabinetu jak burza. Przestraszył recepcjonistkę, dwie sekretarki, narobił rabanu wśród archiwistów. Hokage musiał przez dobre dziesięć minut tłumaczyć wszystkim wokół, że naprawdę nie było zamachu terrorystycznego, i że nie, nie trzeba aresztować Shikamaru Nary.
     - Shikamaru uspokój się. O co w ogóle chodzi? – zażądał wyjaśnień swoim najbardziej urzędowym tonem, ale zabrzmiało to bardziej jak miałczenie przerażonego kociaka.
     Shikamaru zamarł bez ruchu, powoli zwrócił nienawistny wzrok ku Hokage.
     Naruto zadrżał. Znał wiele osób o wybuchowym charakterze, ale jeżeli ktoś regularnie dostaje ataku furii, to na nikim to już nie robi wrażenia. Shikamaru po raz pierwszy uzewnętrzniał złość a szok z tym związany sprawiał, że świat trząsł się w posadach.
     - O co mi chodzi, pytasz? Ty mnie pytasz? – wydyszał sykliwie. Zabrzmiało to prawie jak głos Orochimaru, dźwięk zwiastujący wieczne męki – Jeszcze śmiesz udawać, że nie wiesz o co się wściekam? Zlituj się!
     Naruto spróbował zrobić dobrą minę do złej gry.
     - Świetnie, to mi teraz wyjaśnij co ty u diabła wyprawiasz, albo karzę cię aresztować!
     Shikamaru nawet nie mrugnął słysząc groźbę. Jego głos nabrał jeszcze ostrzejszych tonów.
     - Co wyprawiam? Niby jestem doradcą, no to słuchaj co mówię! Więc ja sobie pracuje, tyram próbując rozkminić o co tej Królowej Kupców chodzi, że co niby miała na myśli z tymi aluzjami o cenach stali i ropy, albo czego chciała sugerując, że wie kto chce ją zabić. Rozgrzebuję archiwa, bo a nóż widelec wywiad odkrył coś przydatnego. I wtedy moi wspaniali, wierni przyjaciele zdobywają odpowiedź na wszystkie pytani, ale jakoś żaden nie pomyślał, że to może być ważne… - Urwał gwałtownie, jakby opuściły go resztki sił.
     Naruto poczuł jak spływa na niego jasność. Oświeciło go.
     - Temari – strzelił w ciemno – Dowiedziałeś się o Temari! Jakim cudem?
     - Przysłałeś Saia idioto! – Shikamaru znów krzyknął, tym razem jednak natężenie decybeli było mniejsze – Trochę mnie to zdziwił, więc sprawdziłem kilka drobiazgów, jak się okazało część akt została wepchnięta do teczki ściśle tajne, oczywiście nikt nie miał dość jaj żeby mi zabronić tam zajrzeć. Zgadnij co odkryłem?
     Naruto głośno przełknął ślinę. Nie musiał zgadywać, wiedział co znalazł Shikamaru.
     - Tak właśnie sądziliśmy, że dostaniesz szału. Uwierz mi, że Temari nie jest w niebezpie…
     -Kretyn – skwitował Nara – Temari nic nie grozi, chociaż to akurat nie ma nic wspólnego z żadnymi podjętymi przez ciebie działaniami. – machnął ręką jakby to było coś oczywistego.
     Naruto zdębiał, kompletnie nie rozumiejąc skąd u kolegi taka pewność.
     - Przepraszam, że cię wykluczyliśmy – mruknął
     Na ustach Shikamaru Nary wykwitł kpiący uśmiech.
     - Stawiasz człowieka przed faktem dokonanym, mówisz „przepraszam” i koniec sprawy? Tak ci się wydaje? Przepraszam, winy odpuszczone – teatralnie pstryknął palcami, dźwięk obitych stawów rozbrzmiał echem wśród ciszy, która zapanowała – Pożałujesz tego Naruto, przysięgam. Oto ostatnia rada jaką ode mnie otrzymasz. Powiem ci jedną rzecz, Kazekage nigdy nie pozwoliłby skrzywdzić własnej siostry, nawet więcej, żaden shinobi Piasku nie podniósłby na nią ręki. A swoją drogą, słyszałeś kiedyś jak Albert Winbert wyraża się o swojej wnuczce? Nie? Jakby była cholernym cudem świata. Wcielona doskonałość! Święto deszczu, spanikowani arystokraci, prośba o towarzystwo Temari… Ale ty oczywiście jesteś za głupi, żeby zrozumieć co to oznacza! Martw się raczej o Sasuke albo Sakurę. – triumfalny błysk w oczach
     Naruto odczuł nagły niepokój. Na propozycję wystosowaną przez Sasuke i Sakurę przystał niechętnie, ale teraz nabrał wątpliwości. Owszem, Shikamaru mógł martwić się o Temari, ale…
     - Pewnie chciałeś zapytać, Gaarę co się dzieje. Powiem ci coś, ja już wiem co się dzieje, wiem nawet jak Kazekage to wyjaśni. Ale nie podzielę się spostrzeżeniami. Rezygnuję z pozycji doradcy Hokage, nie żeby ten urząd miał przetrwać szczególnie długo. – urwał uniósł znacząco palec – ach… i jeszcze jedno masz chociaż pojęcie co by było gdyby Kazekage zdobył nieograniczony dostęp do funduszy Stowarzyszenia Wolnego Handlu? Nie? Ja ci nie powiem. Dla mnie osobiście, to będzie nawet korzystne.
     Hokage zamrugał nerwowo. To o czym wspominał Shikamaru… to byłoby coś złego? Prawdopodobnie tak, chociaż oczywiście nie miał pojęcia dlaczego. Gdyby ktoś inny zaczął rzucać podobnymi aluzjami, wezwałby doradcę Narę oraz poprosił o przetłumaczenie tego bełkotu na język zrozumiały dla ludzi bez doktoratu z finansów i zarządzania. Shikamaru chyba celowo podkreślał niekompetencję Hokage.
     - Może najpierw się uspokój? – zasugerował  - Takich ważnych decyzji nie wolno podejmować w nerwach. Rozumiem, że jesteś wzburzony, ponieważ zostałeś oszukany, ale chyba nie chcesz wprowadzać chaosu? Wioska jest już w wystarczająco złej sytuacji. Chcesz nam odpłacić za zdradę zdradą?
     Chociaż Shikamaru nie wykonał żadnego gestu, który należałoby poczytać jako nietakt, jakimś cudem sama jego postawa wyrażała więcej pogardy niż jakakolwiek rynsztokowa odzywka.
     - Zdradą za zdradę mówisz? – powtórzył – Zrobię coś gorszego. Czyli nic. Będę siedział z założonymi rękoma i patrzył. Nawet palcem nie kiwnę.
     Naruto pokiwał głową z politowaniem. Ten człowiek oszalał, odbiło mu kompletnie. Najważniejsza osoba w wiosce Liścia, zaraz po bogu i Hokage, postanowiła zniszczyć wszystko co przez ostatnie lata stworzyli. Niech robi co chce, niech się wszystko wali.
     - Doskonale Nara – Naruto zasiadł na krześle za połamanym biurkiem, złączył dłonie w koszyczek. Jakimś cudem zdołał zachować pozory godności. – Skoro postanowiłeś się wypiąć, proszę bardzo, droga wolna!
     - Wreszcie się wyśpię – odwarknął były już doradca. Ruszył ku drzwiom – Tydzień, tyle beze mnie wytrzymasz.
     - Żartujesz chyba.
     - Zmieniam zdanie – rzucił na odchodnym – Wystarczą, trzy dni. Tyle obstawiam.
     Potem trzasnął drzwiami i wyszedł.
     Naruto wzruszył ramionami. Kiedyś mu przejdzie. Chyba.

### Przepraszam za tak długą przerwę pomiędzy kolejnymi rozdziałami. Od teraz postaram się pisać bardziej regularnie. Życzę miłego czytania ###